Historycznie – kapitan na statku, pierwszy po Bogu, władca absolutny, który decydował o losach jednostki i obranej marszrucie…
Podobnie było w czasach „słusznie minionych” na polskich jachtach. W mrocznych latach komunizmu, kiedy nie organizowano rejsów „komercyjnych”, a każde wyjście w morze było klubowym wyczynem garstki pasjonatów lub wyprawą na regaty, kapitan jednostki pływającej był jej jedynym zarządcą. Jemu podlegali oficerowie wachtowi, on rozpoczynał każdy posiłek – często jedząc z oficerami w tak zwanej mesie oficerskiej, on decydował, ale i odpowiadał – także karnie – za losy jednostki.
Skipper wynajęty, ale odpowiedzialny
Dzisiaj, w czasach kiedy jachty i skipperów, czyli kapitanów, wynajmuje się usługowo, zmieniła się oczywiście pozycja kapitana jednostki. Jest on niejako „pracownikiem” załogi, ale – co warto podkreślić – nie zmienia się jego odpowiedzialność za bezpieczeństwo zarówno ludzi, jak i sprzętu.
Znany jest przypadek sprzed kilku lat, kiedy to wynajęty skipper został „przegłosowany” przez niedoświadczoną załogę na Bałtyku i jacht, mimo ostrzeżeń nawigacyjnych, udał się w niebezpieczną przy wschodnich kierunkach wiatru podróż do Kłajpedy. Po drodze załoga – wcześniej naciskająca na kapitana, aby realizował założony plan rejsu – oczywiście rozchorowała się na przybierającej na sile fali, nie będąc w stanie wspomagać skippera. W trudnych warunkach doszło do katastrofy i jacht rozbił się w pobliżu wejścia do portu w Kłajpedzie…
Kapitan, jako kierownik jednostki pływającej, odpowiada za bezpieczeństwo sprzętu i załogi. Koniec, kropka! Jego decyzje – i jego odpowiedzialność.
Wspominamy tę historię dlatego, aby przestrzec wszystkich przed takim podejściem, jakie zaprezentowała feralna załoga i ulegający bezkrytycznie jej woli kapitan. Choćby załoga naciskała – jeśli kapitan uzna, że rejs w określonych warunkach i na danym akwenie jest zbyt niebezpieczny, przekracza możliwości załogi czy jachtu – to on ostatecznie decyduje i on też – podkreślamy po raz kolejny – za jednostkę odpowiada.
Działa to też w drugą stronę – wiele lat temu w Chorwacji mieliśmy sytuację, w której jedna z załogantek na skutek działania wiatru o sile 6B w kursie bajdewindowym zażądała natychmiastowego odstawienia do portu, ponieważ jej życie jest zagrożone! W tej sytuacji kapitan podjął jedyną słuszną decyzję i kontynuował rejs aż do Zadaru, gdzie – nota bene – już uspokojona brakiem fali w porcie załogantka mogła bezpiecznie zejść na ląd. Ale dopiero tam, ponieważ kapitan uznał, że jest to pierwszy port na trasie rejsu, do którego może bezpiecznie zawitać.
Safety briefing na początek rejsu
Oczywiście, po zaokrętowaniu załogi obowiązkiem kapitana czy też skippera jest przekazanie załodze instrukcji bezpieczeństwa, tzw. safety briefing. Jest to szczególnie ważne w sytuacji, kiedy na pokładzie są osoby niedoświadczone w żegludze morskiej, np. dzieci. Przy okazji skipper powinien ocenić „dzielność morską” swojej załogi, co pozwoli na zdefiniowanie zakresu warunków, w jakich rejs może być prowadzony.
W trakcie takiego „briefingu” skipper powinien:
- zapoznać załogę z jachtem i urządzeniami technicznymi,
- wyjaśnić, czego będzie oczekiwał przy konkretnych manewrach,
- pokazać, gdzie znajdują się indywidualne środki bezpieczeństwa.
To wszystko ułatwi komunikację na jachcie i pozwoli na uniknięcie niejednoznacznych czy kłopotliwych sytuacji w trakcie żeglugi.
Przywileje kapitana
Wynajęty skipper zasługuje też na jachcie na przywileje – pamiętajcie, że zwyczajowo wyżywienie kapitana jest rolą załogi i to niezależnie od tego, czy płacicie jemu/jej za prowadzenie jachtu w trakcie rejsu, czy też nie. Podobnie kapitan zwyczajowo nie bierze udziału (nie dokłada się) do kasy jachtowej (porty, paliwo, jedzenie), a jeśli idziecie wieczorem do restauracji – rozsądnej wysokości rachunek kapitana pokrywa załoga.
Zobacz najbliższe rejsy NAUT i zarezerwuj miejsce.




